Tomasz Matynia – podcast Nieoczywiste Rozmowy o PR

Tomasz Matynia, badacz, analityk, strateg komunikacji. Przez 6 i pół roku wspierał rząd premiera Mateusza Morawieckiego w kompleksowej obsłudze PR jako szef komunikacji rządu. W branży marketingu politycznego znajduje się w pierwszej lidze.

W tej rozmowie dowiesz się sporo o kuchni politycznej, nowoczesnych metodach komunikacji społecznej, zarządzaniu kryzysowym oraz napięciu, jakie istnieje między politykami a gronem ekspertów. Z drugiej strony, zobaczysz również, że otoczenie polityczne może być ciekawym miejsce rozwoju kariery zawodowej w administracji publicznej. Rozmawiamy także o etyce, dezinformacji czy zjawiskach w marketingu i psychologii.

Wywiad – Tomasz Matynia w podcaście

 

Naszym gościem jest dziś Tomasz Matynia, politolog, analityk, badacz.

Tomasz Matynia (TM): Dzień dobry, bardzo dziękuję za zaproszenie.

P (prowadzący podcast): Tomasz, czy politycy potrzebują PR-u?

TM: Generalnie cała polityka jest trochę relacjami z otoczeniem. Cała polityka jest dzisiaj w XXI wieku PR-em. Wszystko co się robi w sprawach społecznych, tak jak i w komercyjnej działalności, musi mieć jakieś oparcie w narzędziach, z których PR korzysta.

No chyba najważniejsze jednak to, żeby na końcu nie okazało się, że to jest pusty PR.

Żeby za tym PR-em były konkretne rzeczy i wartości. Więc pod tym kątem na pewno potrzebują kogoś, kto pozwoli ich dobre pomysły przedstawić społeczeństwu jako korzystne dla tego społeczeństwa.

P: Czy to jest taka praca w chaosie? Bo tak sobie wyobrażam, że polityka jest tak zmienna, że to może być bardzo trudna praca – mówiąc o realizowaniu strategii.

TM: Myślę, że przede wszystkim cała polityka zaczyna się od takiego przekonania,

że nic, czego sobie nie wyobrażamy, nie może się zdarzyć. A tak naprawdę po pewnym czasie się zdarza.

Jak zaczynałem pracę w rządzie, w komunikacji rządu, nie byłem w stanie przewidzieć, co zrobię, jeżeli będziemy musieli przekonać Polaków do tego, żeby zamknęli się w domach i nie spotykali się ze sobą. Potem przekonać ich do tego, że szczepionka, która została wymyślona dwa miesiące temu, jest dla nich korzystna.

Że do swoich domów będą musieli przyjąć kilka milionów uchodźców z Ukrainy. Więc taką podstawą polityki jest jednak nieprzewidywalność.

Z drugiej strony wygrywają w niej tylko ci, którzy przychodzą do niej ze strategią. Więc trzeba te dwie nogi postawić mocno na ziemi, twardo być w tych kwestiach, które dotyczą strategii, ale umieć reagować kryzysowo.

Dlatego PR-owcy są tak bardzo potrzebni w polityce, żeby na te kryzysy odpowiadać. Ale ja od tej drugiej strony patrzę na politykę, bo wiele razy byłem osobą odpowiedzialną właśnie za strategie wyborcze, za jakieś propozycje, które mają być przedstawione dla społeczeństwa. Więc bez tego planu w ogóle nie będzie szansy się spotkać z tymi kryzysami, bo nie wygra się wyborów, gdy nie dostanie się poparcia.

Widzimy to nie tylko w polskiej polityce, ale też w polityce na całym świecie. I dzisiaj ta polityka oferty jest dużo bardziej obecna niż kiedyś. I zarówno zwycięstwo z 2015 roku prawicy w Polsce, jak i to z 2023 wynikało z dobrej strategii. A nie z reagowania na przypadki.

 

P: Dobrze, ale ja muszę zadać to pytanie, bo jak to mówią, muszę, bo się uduszę. Skąd w takim razie, bo wiesz, w sztabach wyborczych, w polityce, nie tylko w Polsce, na świecie, pracują bardzo często naprawdę bardzo profesjonalni ludzie. Dlaczego mówimy o czarnym PR-ze w polityce?

Dlaczego ludzie nie rozumieją, że PR, po pierwsze, że nie może być czarny, ale że to, o czym oni mówią, to nie jest o PR?

TM: To jest problem definicyjny i na pewno jakbyśmy usiedli na uczelni i mogli rozmawiać o tym, na czym polega Public Relations, to nigdy nie wyjdzie z tego taka opowieść, że można kogoś przemalować dzięki PR-owi na czarno.

To są manipulacje, dezinformacja, próba pomawiania, obmawiania konkurenta, która nie tylko jest obecna w polityce, jest też obecna w działalności komercyjnej.

Wszyscy znamy słynne spory pomiędzy wielkimi markami i wykorzystywanie tego nawzajem. Jak kłopot w latach 80. miała Coca-Cola ze swoim smakiem, natychmiast konkurencja to wykorzystała i podbijała to w swoim przekazie i komunikacji nawet do tego stopnia, że brała produkt swojego konkurenta i porównywała go smakiem ze swoim.

W Polsce takich przykładów też mieliśmy masę. Każdy korzysta z kryzysu komunikacyjnego, drugiej strony. Nigdy nie zapomnę słynnej historii z napojami energetycznymi, kiedy okazało się, że jeden z producentów walczy z bardzo poważnym kryzysem komunikacyjnym. To natychmiast na afiszach pojawiła się kampania promocyjna konkurencji i postanowili w ten sposób przejąć rynek. Taka sama jest polityka.

To też jest rynek wyborczy, rynek polityczny, na którym trzeba korzystać z problemów rywala. Ważne, żeby działać tutaj po pierwsze w zgodzie z zasadami etyki, ale też, żeby działać w oparciu o takie podstawowe zasady, jakimi ludzie się kierują w społeczeństwie.

Nie mówię tutaj o imperatywie kategorycznym Immanuela Kanta, tylko po prostu mówię o zwykłej przyzwoitości, której niestety politykom często brakuje.

Dlaczego polityka jest traktowana jako brudna gra? Bo wszyscy w niej uczestniczymy i mało z nas wie, jak wygląda konkurencja marketingowa ważnych firm na rynku usług, marek samochodów czy różnych innych dużych obszarów, gdzie wydają Polacy miliardy złotych.

A w polityce jesteśmy wszyscy (i dziennikarze są skierowani na ten obszar), więc każdy moment manipulacji jest natychmiast na afiszu i jest widoczny w opinii publicznej, jest komentowany. I to powoduje, że kojarzymy tę politykę jako właśnie brudną grę, ale rzeczywiście to nie jest czarny PR. Jest to perfidia, prowokacja.

Jest dobre opracowanie na ten temat i metod działania w ten sposób zrealizowany na Uniwersytecie Warszawskim. Można sobie poczytać o tych różnych motywach i modelach. I tak naprawdę opracowanie jest sprzed kilkunastu lat, ale zmieniają się tylko narzędzia. Te nowoczesne zastępują te starsze i kiedyś coś się mówiło o tzw. szeptance, a dzisiaj to samo się pojawia w mediach społecznościowych.

P: Może wróćmy na Aleje Ujazdowskie. Jak wygląda praca w Centrum Informacji Rządowej? (CIR)

TM: Pracowałem w CIR dokładnie 6 lat i 6 miesięcy. Każdy dzień praktycznie pamiętam z tego czasu jako wyzwanie i trud. Przede wszystkim zadaniem w CIR jest mówić o tym, co robi rząd, jak to robi, odpowiadać na różnego rodzaju pytania dziennikarskie, których, jak sami się spodziewacie, w przypadku całego gabinetu, jest bardzo dużo.

Realizować też współpracę z pojedynczymi obywatelami, którzy chcą informacji publicznej o tym, co się dzieje, jak pracują ministrowie, jak pracuje rząd.

Jest to też projektowanie tej komunikacji, projektowanie strategii komunikacji, czyli opowiadania tego, co rząd robi w takiej perspektywie długoterminowej.

Nie tylko reagowanie na bieżąco, jak pojawia się nowa inicjatywa, w relacjach kampanii informacyjnych na temat tych programów, które są wdrażane w różnych formach. Właściwie w Centrum Informacyjnym Rządu można powiedzieć, że funkcjonowała „agencja 360 stopni”, taka in-house, która była w stanie wszystko przygotować wewnętrznie.

Oczywiście kupując narzędzia zewnętrzne dla publikacji czy emisji, ale na tyle kreatywna, że konstruująca to samodzielnie.

Ale myślę, że najwięcej czasu w Centrum Informacyjnym Rządu zajmowało mi reagowanie na pojawiające się prawdy, półprawdy i nieprawdy, które są obecne w mediach. I to był taki kluczowy obszar działalności, dlatego że ja od początku, jak tam poszedłem, założyłem sobie, że będziemy reagować na każdą informację, która pojawia się w mediach, w taki sposób, żeby ją wyjaśniać.

Jeżeli pokazywać, co jest nieprawdziwe, jeżeli jest w jakiejś części zmanipulowana, to pokazywać nie tylko samą treść manipulacyjną, ale też mechanizm tej manipulacji, który powstał. Dlatego stworzyliśmy tam taki ośrodek, właściwie można powiedzieć think tank, który codziennie rano przeglądał media, sprawdzał, jakie tematy są podejmowane, potem wysyłał do poszczególnych resortów prośbę o odniesienie się do tych uwag, które się pojawiły w mediach.

Resorty przygotowywały wkład merytoryczny. My w ten sposób tworzyliśmy taki brief przekazowy, który otrzymywali przedstawiciele rządu, czy my też publikowaliśmy część z tych elementów na różnego rodzaju kanałach. Niekiedy same ministerstwa reagowały, niekiedy reagował CIR, a niekiedy był to po prostu materiał pojawiający się w formie oświadczeń, więc to jest główna działalność Centrum Informacyjnego Rządu. Oczywiście oprócz tego są jakieś takie rzeczy bardzo przyziemne, jak wyjazdy polityków, organizowanie tego, ale myślę, że to w pewnym momencie ten zespół był tak profesjonalny, że właściwie mój wkład tam nie był zbyt duży, więc nie chcę tutaj dzisiaj więcej o tym mówić, bo po prostu odpowiadali za to ludzie, którzy są dużo bardziej ode mnie kompetentni w tym obszarze.

P: A ile było ludzi w CIR?

 TM: Jak przychodziłem to pewnie około 60, jak odchodziłem to blisko 80 i to nie był przerost administracji, my po prostu przyjęliśmy dużo zadań, połączyliśmy kilka komórek, które wcześniej gdzieś tam funkcjonowały, więc ostatecznie nie jakoś nieznacznie nie wzrosło tam zatrudnienie, no ale na przykład stworzyliśmy dwie takie komórki, obie chyba czteroosobowe, jedna właśnie odpowiadająca za koordynację spraw promocyjnych, a druga za koordynację tej komunikacji rządowej, czyli całego tego obszaru, o którym wcześniej mówiłem, więc no była to jeden z największych biur w kancelarii premiera.

P: Chcę zapytać o premiera, bo my tutaj też poruszamy w tym podcaście rolę PR-owca i mamy taką tezę, że ekspert PR musi być blisko decydentów. Czy rzeczywiście miałeś w ciągu tygodnia, czy może codziennie czas, żeby rozmawiać bezpośrednio z premierem o komunikacji, czy jakieś rzeczy konsultować?

TM: Myślę, że codziennie to jest chyba zbyt mało powiedziane, raczej praktycznie przy okazji polityki, no to tylko w momencie, kiedy polityk jest w samolocie, nie może mieć zasięgu, to wtedy nie jest na bieżąco informowany o tym, co się dzieje. Więc większość tych spraw kryzysowych była realizowana w taki sposób, że mieliśmy bezpośredni kontakt.

Oczywiście to nie jest tak, że tylko ja, ale cały zespół ludzi, którzy wokół tego funkcjonują i generalnie, czy jak pracuje z klientami, takim bardziej z rynku komercyjnego, czy z politykami, to uważam, że – i to mówię na początku od razu, że jedyną szansą na to, żeby było powodzenie tego, co tutaj razem robimy, no to musimy się nawzajem słuchać w momentach, które wymagają takiej reakcji.

I mogę powiedzieć, że ta bliskość była bardzo duża, jednocześnie była taka szklana szyba ustawiona, która można by było nazwać – decyzją polityczną, czyli nie było wpływu na to, jaka decyzja polityczna zostanie podjęta.

Na końcu dostawaliśmy produkt w takiej postaci, w której trzeba go było opowiedzieć, opakować. Więc nie mogę powiedzieć, że na pewno było tak, że takie decyzje komunikacyjne powodowały zmiany pewnych niuansów, ale jednak to też jest taka nasza rola ludzi, którzy się zajmują komunikacją z otoczeniem.

Jest też taka, żeby jednak pozostawić tę sferę decyzji u decydenta, a nie na nią próbować wpływać, bo jest to częściowo niezgodne z zasadami etycznymi, a po drugie jest bardzo niedobre z punktu widzenia państwa i myślę, że mógłbym w stanie sobie przywołać w głowie z dwie, z trzy takie rzeczy, które się nie zadziały, bo ludzie od komunikacji byli przeciw.

Jestem w stanie sobie przypomnieć, znaleźć dzisiaj w głowie 15 albo 20 takich tematów, które się zadziały, mimo że ludzie od komunikacji mówili, że to się źle skończy, więc różnie się kończyło, tak, różnie się kończyło. Częściej kończyło się niestety źle niż dobrze.

To tak jest generalnie w polityce, że jak dostrzegamy ryzyka, to natychmiast trzeba zrobić krok wstecz i jeszcze raz przemyśleć, ale niekiedy to ryzyko ma charakter nie kryzysu komunikacyjnego, tylko charakter decyzji politycznej, że trzeba coś zrobić, jakąś konkretną decyzję podjąć.

Zwłaszcza, że politycy nie mają takiego myślenia, że trzeba wszystkich przekonać do jakiegoś rozwiązania, tylko określoną grupę, więc z tej perspektywy na to patrzą.

My też bardzo często mamy za zadanie nie tylko komunikować do całego społeczeństwa, co szukać właśnie tych grup docelowych, w których ten polityk poszukuje swojej niszy, czy ten temat, w którym się porusza jest obecny.

P: No nie miałeś takiego czasami, tak po ludzku, takiego poczucia frustracji, że mówiliście, doradzaliście, wiedzieliście, że to się źle skończy, a ktoś i tak w to poszedł.

I to wiesz, za pierwszym razem to jest ok, ale już za trzecim, czwartym, piątym…

TM: Wiesz co, już za każdym razem nie jest ok, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy emocje, tak. Zwłaszcza, że ludzie, którzy pracują w komunikacji generalnie są dużo bardziej empatyczni.

To tak zauważyłem po już 15 latach w tym obszarze, że ludzie, którzy się zajmują sprawami dialogu publicznego, czy w ogóle zajmują się komunikacją, to są ludzie, którzy są wrażliwi w większości. Nie ma tam twardych charakterów, no bo oni nie mają tego aspektu odczuwania potencjału społecznych emocji. No po prostu empatia jest bardzo ważnym elementem pracy PR-owca. I oczywiście, że mnie to bolało, że ktoś nie posłuchał i ma teraz problem, ale nigdy nie mogło to spowodować takiej postawy „tak sobie zdecydowałeś, to teraz sobie radź, tak, sam w tym problemie”, więc takie poczucie obowiązku zawsze zostawało na końcu.

Mimo, że bywały pewnie takie momenty, że ja czy ktoś z zespołu, do dzisiaj tak jest, bo przecież pracuję z różnymi klientami, mówimy o tym, że to poszło w złym kierunku i może warto było przemyśleć to inaczej, ale na końcu bywały takie momenty, że właśnie się zgłaszałem z taką pretensją, po czym po dłuższym okresie się okazywało, że to jednak miało sens, tylko nie byłem w stanie przewidzieć, jaki był rzeczywisty cel decyzji, która została w jeden czy drugi sposób podjęta czy określona.

Na szczęście ci ludzie, z którymi ja pracowałem nie mieli takiego podejścia na zasadzie „nie podejmę tej decyzji, bo mi osobiście zaszkodzi, chociaż może byłaby dobra dla kraju”. Ja nigdy się z czymś takim nie spotkałem pracując wiele lat w tym obszarze.

Co innego widziałem w działalności komercyjnej, gdzie menedżerowie bardzo często swój własny interes stawiali ponad interes marki, czyli wiedzieli, że coś się może nie udać w jakimś procesie, jednak pasowało im to do schematu, w którym się poruszali.

Nie mówię o tym, że chcieli, żeby ich zwolnić z pracy, ale bardziej mówię o tym, że menedżerowie podchodzili do tego na zasadzie: „będzie moje, a nie będzie czyjeś, mimo że będzie lepsze”.

To częściej widziałem na rynku komercyjnym niż w polityce, bo w polityce ludzie jednak boją się właśnie chyba tego zarzutu, że zbyt osobiście podszedł ktoś do danego tematu.

P: Wracając do ludzi, bo państwo przez administrację publiczną tworzy różne usługi, można powiedzieć administruje różnymi procesami w społeczeństwie. Wywołując ludzi pracujących w administracji, m.in. w obszarach komunikacji społecznej, porozmawiajmy o pieniądzach. Bo te wynagrodzenia jeszcze nie są rynkowe, porównując inne branże.

Czasami tak jest, że masz teoretycznie w telefonie czy na LinkedInie fajne osoby, które chciałbyś ściągnąć do zespołu i później jak pojawia się nabór i tam są mniej więcej czasami widełki nawet pokazane, no to ktoś mówi, że…mówiąc ładnie, że to jest bardzo misyjne, ale może niekoniecznie utrzyma za to rodzinę i tak dalej.

Tomasz Matynia: Chyba tutaj użyłeś słowa klucz, że większość tych ludzi, to są może nie misjonarze, ale ludzie, którzy oczekują czegoś więcej od tego świata, niż tylko i wyłącznie dobrego wynagrodzenia. I ja miałem wiele takich przykładów, gdzie byłem przekonany, że gdyby te osoby wyszły na rynek i zaoferowały swoje usługi komercyjnym podmiotom, zarabiałyby więcej, ale był pewnego rodzaju bakcyl, który trzymał ich przy sprawach społecznych.

(…)

Chodziło przede wszystkim o to, że dawało to pewnego rodzaju takie spektrum frajdy, którego by ten ktoś nie miał projektując butelkę do soku czy konstruując, nie wiem, nawet ja niekiedy tam się zajmowałem jakimiś badaniami, jak blind testy lodów robiliśmy. A jak robię, badania focusowe z udziałem ludzi, którzy mówią o polityce, no to po prostu żyję tym i widzę, jak to wygląda.

Wracając – myślę, że oni pracują dla idei, ale muszą być pieniądze godne, żeby w ogóle ktokolwiek tam przyszedł.

Z tym, że jest pewna tutaj kwestia, o której też musimy wszyscy wiedzieć, czyli że w Polsce nie ma agencji kreatywnych od polityki. Nie dlatego, że to jest zły rynek, bo ten rynek jest trochę taki, jak funeralny, czyli w kampaniach wyborczych wiadomo, że ktoś przyjdzie na końcu, tak?

I jestem przekonany co do tego, że i dobre pieniądze można na tym zarobić i jest to jak pewnego rodzaju szansa dla ludzi, którzy mają dobre pomysły. Z tym, że w Polsce partie polityczne chcą mieć swoich ludzi od tego, żeby móc im zaufać, więc nie wynajmują kreatywnych na zewnątrz. Niekiedy coś się zdarzy, ktoś serduszko zaprojektuje czy ktoś inne hasło, damy radę z zewnątrz, tak? Ale nigdy nie jest tak, że agencja obsługuje wszystko od początku do końca. Po pierwsze dlatego, że to jest trudne i nie wiem, jak Donald Trump wygrał, to miał na swoim pokładzie Chris LaCivita, który pracuje w Partii Republikańskiej i dla kandydatów republikańskich 30 lat i panią Susie Wiles, która na Florydzie już chyba wszystkie możliwe wybory robiła. I mimo, że w Ameryce są najlepsze firmy od PR-u na świecie, to ich nie zatrudniali, dlatego że eksperci polityczni mają zupełnie inne kompetencje. Ja to spotykałem wielokrotnie, kiedy wychodziliśmy na rynek, próbowaliśmy poszukać pomysłu kreatywnego na sprzedanie pewnego rodzaju tematu społecznie.

Przede wszystkim były trzy takie obszary: szczepionki, które robiliśmy, był COVID i były różne programy rządowe, które gdzieś tam firmy próbowali przygotowywać jakieś briefy dla ich opowiedzenia i widziałem, że niekiedy korzystaliśmy częściowo z tego, ale widziałem tam brak takiej struktury, która odpowiadałaby politykom, a na końcu to politycy będą odbiorcami tej kampanii, oni też będą musieli mieć wrażenie, że coś z tego działa.

Więc to jest bardzo też specyficzny element, o którym trzeba wspominać i warto o nim pamiętać, jak się mówi o PR-ze w polityce, że ci ludzie są na tyle wyspecjalizowani, że w tym świecie tylko są w stanie funkcjonować, więc tam się zatapiają, a z drugiej jest kłopot potem przy wyjściu na rynek, no bo ktoś jest sygnowany i to niezależnie w której partii, oczywiście w jednej jest trudniej, w drugiej jest łatwiej, ale sygnowanie –umoczenie – w politykę powoduje pewnego rodzaju problemy na rynku komercyjnym.

(…)

P: Czy masz takie doświadczenie, że słuchając różnych podcastów, widzisz czasami, że to jest dosyć odległe od tego, co dzieje się wewnątrz, na przykład w jakiejś partii czy w jakimś środowisku?

Tomasz Matynia: Dziewięćdziesiąt procent newsów niepodpisanych jest w większej części niż w 50 procentach fałszywa. Czyli jeżeli o czymś informuje anonimowe źródło, to fakty są gdzie indziej. Czyli coś tam najczęściej jest w tej informacji, ale na końcu, przynajmniej w przypadku tych klientów, z którymi ja pracowałem, okazywało się, że prawda jest troszkę inna.

To jest taki najtrudniejszy temat PR-owca politycznego, który współpracuje z dziennikarzami. Czyli takie media relations na najwyższym poziomie.

To się w ogóle w polityce inaczej nazywa. To jest kręcenie spinów, czyli to jest akurat masło maślane, ale spin-doctoring, tak to nazwijmy po polsku.

To jest działalność spin-doktorów, tak to powinno wyglądać. I co innego, gdy ci spin-doktorzy mają określoną strategię i mają tłumaczyć dziennikarzom tę strategię jako słuszną, a co innego, gdy politycy walczą ze sobą medialnie przy użyciu właśnie tego narzędzia spinowania mediów. Czyli taki media spinning powoduje najczęściej takie rozklekotanie tego mechanizmu politycznego, w którym się znajdujemy. Więc to przewrotne pytanie jest dokładnie tak odbierane przeze mnie, że jak czytam, że coś podało anonimowe źródło, to wiem, że ten temat gdzieś padł, ale tak jak z tym rowerem na placu czerwonym, że nie rozdają tylko kradną i tak dalej. I dokładnie w ten sposób to wygląda w przypadku media relations, a to jest bardzo ważne zadanie, dlatego że my weryfikujemy polityków, ale trudniej nam przychodzi weryfikowanie dziennikarzy. To jest też prawo takie społeczne. Kto ma weryfikować dziennikarzy? Politycy jak zaczynają próbować, to się narażają na kontrole ze strony dziennikarzy i wiadomo, że te pozycje nie są równe w tym kontekście.

Fragment zapisu wywiadu/ 2025.

Cała rozmowa ukazała się w podcaście „Nieoczywiste Rozmowy o PR”. Szukaj w You Tube, Spotify czy Sound Cloud.

 

 

Tomasz Matynia (biogram)

Analityk, Menedżer Komunikacji, Urzędnik

Politolog, ukończył nauki polityczne na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 2015-2018 kierował gabinetem Ministra Zdrowia, od 2018 związany z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, gdzie zajmował się m.in. analizą polityk publicznych jako z-ca dyrektora Departamentów Studiów Strategicznych, a także kierował Centrum Informacyjnym Rządu do 2023 roku. Zawodowo zajmuje się analizą badań społecznych i kreowaniem strategii komunikacyjnych w sektorze społecznym i publicznym. Od 2025 roku związany z Kancelarią Prezydenta RP.

W czasie swojej pracy zajmował się m.in. efektami społecznymi projektowanych zmian w przestrzeni publicznej i konstruowaniem polityk w takich obszarach jak: zdrowie, polityka społeczna, energetyka i transformacja energetyczna, inwestycje, w tym samorządowe. Zawodowo i naukowo zajmuje się także komunikowaniem i ewaluacją komunikacji zmiany oraz strategiami informacyjnymi projektów strategicznych.

Przez wiele lat zarządzał komunikacją dużych podmiotów z sektora publicznego, w tym realizował wiele kampanii społecznych, zarządzał komunikacją w czasie poważnych kryzysów i przygotowywał strategie komunikacyjną reform i zmian społecznych.

 

Sprawdź również Artykuły powiązane
cover
6 minut

Summary: Public Affairs Sector in Poland

The biggest challenge in 2025 The most serious challenge was the persistent uncertainty in economic decision‑making, which prompted companies to postpone decisions and lengthened key processes. This was driven by the overall economic situation, new regulations, as well as ongoing old and new conflicts. As a result, organisations increasingly built short‑term strategies, which required consultants and agencies to adopt agile approaches, define solutions quickly […]

cover
6 minut

Jak sobie radzić na kongresach?

Polecamy nowy tekst z Energetiko.eu „Są tacy, którzy twierdzą, że konferencje biznesowe i fora gospodarcze to nuda w garniturach. Nic bardziej mylnego! Kongresy, na które sezon otworzy już w przyszłym tygodniu Forum Ekonomiczne w Karpaczu, to sceny życia społecznego w pigułce. Tekst Marka Bosaka.

facebook-icon